Zrobiliśmy dość trudną, ambitną płytę dla wymagających i wyrobionych w słuchaniu odbiorców — mówi Anja Orthodox, wokalistka grupy Closterkeller, która w sobotę wystąpi w Elblągu.

Anja Orthodox: Tematem przewodnim płyty "Bordeaux" jest słabość ludzi w starciu z przeznaczeniem, czasem
Autor: www.anja.pl
Elbląg znalazł się na trasie koncertowej zespołu Closterkeller, promującej jego najnowszą płytę. Elbląski koncert odbędzie się w sobotę o godz. 20 w klubie Mjazzga przy ul. Kowalskiej. Z Anją Orthodox, wokalistką zespołu, rozmawiamy o winie, które musiało poleżakować, przystojnych facetach i niegotyckiej powieści.
— Już 1 października spotykamy się w Elblągu...
— Dokładnie tak. W Elblągu gramy drugi koncert na naszej trasie. A spotkamy się w klubie Mjazzga.
— Będziecie promowali swoją najnowsza płytę. Powiedz, dlaczego trzeba było czekać na nią aż dwa lata?
— Jak na Closterkeller dwa lata to taki... krótki czas, bo średnio co dwa, trzy lata wydajemy płyty. Niby mogła się ukazać dużo wcześniej, natomiast tak to jest, jak się pracuje z artystami. Po płycie „Aurum” byliśmy tak pełni zapału, że po odpoczynku mieliśmy rozpocząć przygotowania materiału na kolejną płytę... Skończyło się jednak na dobrych chęciach. Sama wiesz, że nie zawsze wychodzi tak, jak sobie zaplanowałaś. W końcu w marcu tego roku poszłam do Universal Music, gdzie umówiłam się na termin premiery. Wszyscy momentalnie wzięliśmy się do pracy i w trzy miesiące powstałą nowa, bardzo piękna płyta. Jak się przed chwilą dowiedziałam, trafiła ona na 11 miejsce OliS-u. To lepiej niż Aurum, która uplasowała się na miejscu 15.
— Ja bym powiedziała, że ta płyta jest płynąca z serca.
— Ona jest bardzo z sercem. W tworzenie włożyliśmy dużo spontanu i dużo zakrętu. Zrobiliśmy dość trudną, ambitną płytę dla wymagających i wyrobionych w słuchaniu odbiorców.
— Zakrętu... pozytywnego czy negatywnego?
— ... Zakręconego. Bez wymowy pozytywnej czy negatywnej. Po prostu takiego odjazdu, spontanu. Wielką radość mi sprawia, gdy słyszę, że jest to bardzo świeża płyta, bo jest to największy komplement, jaki może dostać zespół o 22-letnim stażu. Po tej płycie mamy spokojny punkt odniesienia do dalszego tworzenia.
— Powiedz, dlaczego „Bordeaux”?
— Ten tytuł miała mieć poprzednia płyta „Aurum”, już nawet mieliśmy wstępnie zrobioną okładkę z tym tytułem. Jednak nagle z nieba spadło mi słowo „Aurum” i uznałam, że to jest tytuł pasujący do tamtej płyty, a Bordeaux niech odleżakuje. Nazwa ta, jak dobre wino, trochę leżakowała, a do tych piosenek jest idealna.
— Dlaczego?
— Bordeaux to concept album. Dla osób, które znają ideę, opowieść, jaka jest przewodnią myślą, jest jak wypicie solidnej dawki dobrego wina. Najpierw jest słodkie i wszystko jest piękne, później się mocno kręci w głowie, a następnie następuje coraz większe oderwanie do rzeczywistości... Na końcu jest mrok.
— Co jest myślą przewodnią Bordeaux?
— Tematem przewodnim jest słabość ludzi w starciu z przeznaczeniem, czasem. A to wszystko przez pryzmat związku dwojga ludzi. To nie jest powieść gotycka, która rozwija się po zamglonych wzgórzach czy pustych pomieszczeniach... Jest to historia osadzona we współczesności. Jest to jakby zwykła polska telenowela, o ludziach, takich, jakich spotykamy obok siebie. Różnica jest tylko w przypadku głównych bohaterów. Są to piękni, przepełnieni emocjonalnie ludzie, mistycy... Liczyli, że siłą swojego uczucia przeciwstawią się przeznaczeniu. Wszystko wywołała kobieta, która zdenerwowana na upływający duch czasu, ukryty za zgrabną kibicią kobiety o kształcie klepsydry, rozbiła tę klepsydrę o ścianę i wtedy ściągnęła na siebie przekleństwo ze strony czasu...
— I co dalej?
— Bohaterowie szli przed siebie dopóki... fatum się o nich upomniało... Tak ubrałam tę historię.
— To jest płyta na jesień? Taka do przemyśleń?
— Nie było naszym zamierzeniem robić płytę sezonową. Mamy nadzieję, że po kilkakrotnym przesłuchaniu słuchacze do niej wrócą także podczas innej pory roku. Nie jest to tylko taka płyta z nostalgicznymi nagraniami. Na przykład taki utwór „Halo Ziemia” jest bardzo letnim utworem. Zdaję sobie sprawę z tego, że robiąc płytę, nie mamy wpływu na to, jak zostanie ona odebrana przez słuchaczy. Wiesz, to jest jak z dzieckiem, które opuszcza rodzinny dom i zaczyna żyć własnym życiem. Uważam, że wszelkie interpretacje, jakie się nasuwają odbiorcom, są słuszne. Nie mogę narzucać klimatu, jaki się ma pojawiać w czyimś sercu.
— Czy z przygotowań do Bordeaux pozostały kawałki, które znajdą się na kolejnej płycie?
— A co, ta ci się już znudziła? (śmiech). Wyleciało kilka kawałków, ale nie jest powiedziane, że wejdą one na następną płytę. Uznaliśmy bowiem, że były słabe... Natomiast jest kilka pomysłów, które fizycznie nie weszły na płytę, bo się po prostu nie zmieściły.
— A czy szykujesz coś wyjątkowego dla elblążan?
— Wyjątkowa będzie cała trasa! Tylko na tej trasie będzie można wysłuchać płyty, całej opowieści od początku do końca. Później już tak dobrze nie będzie. Oczywiście po wysłuchaniu Bordeaux zagramy nasze starsze kawałki. Dosyć interesującą sprawą będzie supportujący nam zespół Splendor, bo jest to jeden z najbardziej wizualnie prezentujących się zespołów, jaki w życiu widziałam. Przystojni faceci...
— Kusisz?
— Kuszę, kuszę. To są tacy faceci, że jak wychodzą na scenę, przeklinają ich wszystkie kobiety za fizjonomię. Są tak piękni, ubrani hemafrodytycznie..., a figury zazdrości im niejedna kobieta!
— Ale potem na scenę wyjdziesz Ty, ze swoim niezapomnianym głosem i zaśpiewasz Bordeaux.
— Mam nadzieję, że nasza muzyka obroni się po występie chłopaków ze Splendoru. Będziecie mogli przekonać się, co Mariusz potrafi. To, co on powyprawiał z brzmieniem gitary na tej płycie, przyprawia ludzi o dreszcze. Pierwszy raz mam tak poważną konkurencję do tytułu pierwszej gwiazdy zespołu. On aż tak gra. Ja porzeźbiłam trochę wokalem, ale Mariusz to po prostu wymiata!
sw
— Już 1 października spotykamy się w Elblągu...
— Dokładnie tak. W Elblągu gramy drugi koncert na naszej trasie. A spotkamy się w klubie Mjazzga.
— Będziecie promowali swoją najnowsza płytę. Powiedz, dlaczego trzeba było czekać na nią aż dwa lata?
— Jak na Closterkeller dwa lata to taki... krótki czas, bo średnio co dwa, trzy lata wydajemy płyty. Niby mogła się ukazać dużo wcześniej, natomiast tak to jest, jak się pracuje z artystami. Po płycie „Aurum” byliśmy tak pełni zapału, że po odpoczynku mieliśmy rozpocząć przygotowania materiału na kolejną płytę... Skończyło się jednak na dobrych chęciach. Sama wiesz, że nie zawsze wychodzi tak, jak sobie zaplanowałaś. W końcu w marcu tego roku poszłam do Universal Music, gdzie umówiłam się na termin premiery. Wszyscy momentalnie wzięliśmy się do pracy i w trzy miesiące powstałą nowa, bardzo piękna płyta. Jak się przed chwilą dowiedziałam, trafiła ona na 11 miejsce OliS-u. To lepiej niż Aurum, która uplasowała się na miejscu 15.
— Ja bym powiedziała, że ta płyta jest płynąca z serca.
— Ona jest bardzo z sercem. W tworzenie włożyliśmy dużo spontanu i dużo zakrętu. Zrobiliśmy dość trudną, ambitną płytę dla wymagających i wyrobionych w słuchaniu odbiorców.
— Zakrętu... pozytywnego czy negatywnego?
— ... Zakręconego. Bez wymowy pozytywnej czy negatywnej. Po prostu takiego odjazdu, spontanu. Wielką radość mi sprawia, gdy słyszę, że jest to bardzo świeża płyta, bo jest to największy komplement, jaki może dostać zespół o 22-letnim stażu. Po tej płycie mamy spokojny punkt odniesienia do dalszego tworzenia.
— Powiedz, dlaczego „Bordeaux”?
— Ten tytuł miała mieć poprzednia płyta „Aurum”, już nawet mieliśmy wstępnie zrobioną okładkę z tym tytułem. Jednak nagle z nieba spadło mi słowo „Aurum” i uznałam, że to jest tytuł pasujący do tamtej płyty, a Bordeaux niech odleżakuje. Nazwa ta, jak dobre wino, trochę leżakowała, a do tych piosenek jest idealna.
— Dlaczego?
— Bordeaux to concept album. Dla osób, które znają ideę, opowieść, jaka jest przewodnią myślą, jest jak wypicie solidnej dawki dobrego wina. Najpierw jest słodkie i wszystko jest piękne, później się mocno kręci w głowie, a następnie następuje coraz większe oderwanie do rzeczywistości... Na końcu jest mrok.
— Co jest myślą przewodnią Bordeaux?
— Tematem przewodnim jest słabość ludzi w starciu z przeznaczeniem, czasem. A to wszystko przez pryzmat związku dwojga ludzi. To nie jest powieść gotycka, która rozwija się po zamglonych wzgórzach czy pustych pomieszczeniach... Jest to historia osadzona we współczesności. Jest to jakby zwykła polska telenowela, o ludziach, takich, jakich spotykamy obok siebie. Różnica jest tylko w przypadku głównych bohaterów. Są to piękni, przepełnieni emocjonalnie ludzie, mistycy... Liczyli, że siłą swojego uczucia przeciwstawią się przeznaczeniu. Wszystko wywołała kobieta, która zdenerwowana na upływający duch czasu, ukryty za zgrabną kibicią kobiety o kształcie klepsydry, rozbiła tę klepsydrę o ścianę i wtedy ściągnęła na siebie przekleństwo ze strony czasu...
— I co dalej?
— Bohaterowie szli przed siebie dopóki... fatum się o nich upomniało... Tak ubrałam tę historię.
— To jest płyta na jesień? Taka do przemyśleń?
— Nie było naszym zamierzeniem robić płytę sezonową. Mamy nadzieję, że po kilkakrotnym przesłuchaniu słuchacze do niej wrócą także podczas innej pory roku. Nie jest to tylko taka płyta z nostalgicznymi nagraniami. Na przykład taki utwór „Halo Ziemia” jest bardzo letnim utworem. Zdaję sobie sprawę z tego, że robiąc płytę, nie mamy wpływu na to, jak zostanie ona odebrana przez słuchaczy. Wiesz, to jest jak z dzieckiem, które opuszcza rodzinny dom i zaczyna żyć własnym życiem. Uważam, że wszelkie interpretacje, jakie się nasuwają odbiorcom, są słuszne. Nie mogę narzucać klimatu, jaki się ma pojawiać w czyimś sercu.
— Czy z przygotowań do Bordeaux pozostały kawałki, które znajdą się na kolejnej płycie?
— A co, ta ci się już znudziła? (śmiech). Wyleciało kilka kawałków, ale nie jest powiedziane, że wejdą one na następną płytę. Uznaliśmy bowiem, że były słabe... Natomiast jest kilka pomysłów, które fizycznie nie weszły na płytę, bo się po prostu nie zmieściły.
— A czy szykujesz coś wyjątkowego dla elblążan?
— Wyjątkowa będzie cała trasa! Tylko na tej trasie będzie można wysłuchać płyty, całej opowieści od początku do końca. Później już tak dobrze nie będzie. Oczywiście po wysłuchaniu Bordeaux zagramy nasze starsze kawałki. Dosyć interesującą sprawą będzie supportujący nam zespół Splendor, bo jest to jeden z najbardziej wizualnie prezentujących się zespołów, jaki w życiu widziałam. Przystojni faceci...
— Kusisz?
— Kuszę, kuszę. To są tacy faceci, że jak wychodzą na scenę, przeklinają ich wszystkie kobiety za fizjonomię. Są tak piękni, ubrani hemafrodytycznie..., a figury zazdrości im niejedna kobieta!
— Ale potem na scenę wyjdziesz Ty, ze swoim niezapomnianym głosem i zaśpiewasz Bordeaux.
— Mam nadzieję, że nasza muzyka obroni się po występie chłopaków ze Splendoru. Będziecie mogli przekonać się, co Mariusz potrafi. To, co on powyprawiał z brzmieniem gitary na tej płycie, przyprawia ludzi o dreszcze. Pierwszy raz mam tak poważną konkurencję do tytułu pierwszej gwiazdy zespołu. On aż tak gra. Ja porzeźbiłam trochę wokalem, ale Mariusz to po prostu wymiata!
sw







Komentarze
0
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz